Czym naprawdę jest życie?

Czasem chciałabym potrafić popatrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Może, gdybym mogła przyjrzeć się swojej codzienności oczami kogoś innego, potrafiłabym uniknąć błędów lub chociaż je naprawić. Może wtedy nie traciłabym czasu, który jest tak cenny.

Minęły święta. Dwa dni odpoczynku, nic nie robienia lub rodzinnych spotkań. Dwa dni głębokiej zadumy lub całkowitego odprężenia. Dla mnie były to dwa dni przemyśleń i próby odgadnięcia sensu życia, mojego życia.

Przed świętami bieganina. Mycie okien, porządki w domu i w ogrodzie, pranie firanek, szykowanie potraw na święta, wielkie przygotowania… Przygotowania na co? Na dwa dni świąt? Brak czasu, brak sił, zdenerwowanie, bo jeszcze tyle do zrobienia… Po co? Nie wiem, ale czuję, że tak trzeba, że tak powinno być. W końcu święta to wyjątkowy czas, na który każdy się przygotowuje. Sprzątamy swoje domy, swoje otoczenie, ale także serce…

Mam po tych świętach jednak dziwny niesmak. Gdy zamykam oczy, mam przed nimi widok dzieci gapiących się w telewizor, moich dzieci. Te same dzieci zbywane są krótkimi odpowiedziami, bo mama nie ma teraz czasu, bo okno, bo kurz na szafie. Odsyłane są do babci i choć świetnie się bawią, tęsknią. Nie mam sobie za złe tego, bo to przecież sytuacja, która ma miejsce maksymalnie dwa razy w roku, na święta, kiedy mój perfekcjonizm bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Jednak, gdzieś w głębi mnie, cichy głos szepce: straciłaś swój cenny czas…

Święta są dość skrajnym przykładem, jednak każdego roku tracimy mnóstwo czasu na codzienne, prywatne “święta”. Tracimy czas na czynności całkowicie zbędne, pochłaniające to, co mamy najcenniejszego – życie!

Przecież okna można zacząć myć miesiąc przed świętami lub kiedyś “przy czasie”. Nie trzeba rzucać się w wir przygotowań na ostatnią chwilę lub co gorsza, tak jak ja, dążyć do tego, by wszystko było idealne. Ta idealność kosztuje bardzo dużo…

Porzućmy święta, one już za nami. Codziennie marnujemy znacznie więcej naszego życia niż na przygotowania świąteczne. Na Facebooka, Twittera, Instagram… Na dążenie do perfekcyjnego wyglądu, lepszego statusu ekonomicznego, na bycie pozornie lepszym… Zatraceni w tym wszystkim tracimy to, co doskonałe, idealne i najważniejsze – życie! Tracimy czas na rodzinę, na miłość, na czułość, na zwykłe przebywanie z druga osobą.

Styczeń, luty i marzec były dla mnie próba określenia, co w życiu ważne i ważniejsze, jaką drogą chcę dalej iść, ile jestem w stanie poświęcić i z czego nie potrafię zrezygnować. To był trudny dla mnie czas, tym bardziej, że los postanowił mi z lekka zadanie “ułatwić”, rzucając pod nogi coraz to większe problemy. Odpuściłam sobie blogowanie, choć wiem, że z niego zrezygnować nie potrafię. Jednak były rzeczy ważniejsze… Poświęciłam się dla dobra innych, choć bolało, wiem, że warto…

To wszystko skłoniło mnie do poszukiwania odpowiedzi czym jest życie? To moje, najważniejsze, jedyne…

Czy chce ciągle walczyć z przeciwnościami losu, czy je wykorzystać, ujarzmić? Czy chcę dawać z siebie 200%, czy pozwolić sobie czerpać czasem coś od innych? Czy chcę ze wszystkich sił być idealna, perfekcyjna, czy poproszę o pomoc? Czy chce przeżyć swoje życie w pełni, czy tylko karmić się pojedynczymi wspomnieniami?

1861

Śmierć i choroba…

To one przewartościowują nasz świat. To one potrafią z rzeczy niezmiernie ważnych dla nas, zrobić błahostki. To one rujnują marzenia, plany i przygotowania. Wbrew pozorom, to one są sensem naszego życia. Nikt nie chce poznać ich z bliska…

Ostatnio wiele znajomych moich rodziców odeszło, jedni młodsi, inni kilka lat starsi. To jeszcze nie był ich czas, jeszcze tyle mieli do zrobienia, jeszcze chcieli żyć, lecz już ich nie ma…

Boję się tej chwili, tego pożegnania… Nie chcę stracić swoich bliskich i sama też nie chcę odchodzić. Tak często nie mamy dla siebie czasu, tak często brakuje sił, a jeśli to ostatni dzień? Jeśli jutra już nie będzie?

Czym jest życie tak naprawdę? Jest czasem, Twoim czasem. Jest każdą dobrze wykorzystaną sekundą… Nie trać go na bezmyślne klikanie “lubię to” lub patrzenie się w ekran. Nie trać go na marudzenie i siedzenie w miejscu.  Nie trać na kłótnie, pretensje i żale. Nie trać go wcale…

Nie namawiam Cię do tego byś porzucił portale społecznościowe, a telewizor wystawił za drzwi. (Sama tego nie mam zamiaru zrobić) Proszę byś jednak zaczął żyć w świecie realnym, by zamiast wirtualnych odwiedzin, zapukał do prawdziwych drzwi. Byś zamiast “lubisiów”, rozdawał codziennie promienny uśmiech. Zamiast wrzucać słodkie fotki swojej pociechy, przytulił ją mocno…

Ja dziś uciekam, tam do swojego życia… Przytulić męża, wycałować dzieci… Wypić herbatę z mamą, podyskutować z tatą, powspominać z babcią… Wytarmosić kocury, wygłaskać kotkę, podrapać za uchem królika, a z psem wyjść na spacer…