• dziecko z padaczką w szkole i przedszkolu

Dziecko z padaczką w szkole i przedszkolu to ogromny problem

Po moim ostatnim artykule na temat dzieci z epilepsją w przedszkolu, zasypaliście mnie mnóstwem maili. Część z Was opisywała pozytywne wrażenia na temat współpracy z wychowawcami przedszkolnymi. Niestety wielu z Was spotkało się z bardzo przykrymi zachowaniami. Okazuje się, że dziecko z padaczką w szkole i przedszkolu to nie lada problem.

Jedna z mam przysłała mi screen wypowiedzi pewnej pani nauczycielki przedszkolnej. Aż włos się jeży, a w sieci można znaleźć więcej takich ,,perełek”:

,,Hej. Bardzo Was proszę o pomoc w następującej sprawie. Pracuje w przedszkolu jako nauczycielka przedszkolna. Kilka dni temu dowiedziałam się, że do mojej grupy dzieci ma dołączyć dziecko chore na padaczkę. Przy takim dziecku nie może być m.in. żadnych migających świateł, głośniejszej muzyki, głośnych zabawek itd. Nie chcę dopuścić do tego, by dziecku w przedszkolu coś się stało, a już teraz w mojej grupie jest tyle dzieci, że czasem ledwo z nimi sobie radze, więc po prostu obawiam się o bezpieczeństwo dziecka.
Zastanawiam się czy mam prawo sprzeciwić się przyjęciu temu dziecka do przedszkola. Oczywiście niekoniecznie sprzeciwić wprost. W jaki sposób mogę doprowadzić do sytuacji, w której dziecko nie zostanie przyjęte do przedszkola? Oczywiście w miarę możliwości bez ryzyka utraty pracy. Czy nauczycielka przedszkolna może w bezpośredni sposób odmówić opiekowania się dzieckiem chorym na padaczkę? Jakie warunki musi spełniać przedszkole, żeby moc przyjąć pod opiekę dziecko z padaczką? Nie wiem czy to ma znaczenie, ale dodam, ze chodzi o przedszkole prywatne. Czy jest dopuszczalne, możliwe i legalne, żeby lekarz upoważnił na piśmie nauczycielki/opiekunki przedszkolne do podawania dziecku leków na padaczkę? Dzięki.”

Wypowiedź pedagoga w takim tonie jest moim zdaniem niedopuszczalna i krzywdząca dla innych nauczycieli. Z dyskusji pod przytoczą wyżej wypowiedzią dowiedziałam się, że w grupie jest 14 dzieci, a pani nauczycielka nawet nie miała okazji porozmawiać z dyrektorem placówki czy rodzicami dziecka, nie wie na jaki rodzaj padaczki dziecko choruje, w jakim stanie jest obecnie, jaki typ napadów ma i jak często te napady występują. Jednak bardzo jej zależy, by dziecko nie trafiło do placówki.

To nie jedyny taki przypadek…

Miałam nadzieje, że wyżej opisaną postawę przyjmuje nieliczna grupa osób, kompletnie nieprzygotowana do wykonywania zawodu. My na szczęście nie spotkaliśmy się z takim traktowaniem. Jednakże z maili Czytelników wiem, że dziecko z padaczką stanowi problem, bo na przykład ,,będzie trzeba przeprowadzić PRAWDZIWE szkolenie z pierwszej pomocy wśród nauczycieli” (wypowiedź pani dyrektor, gdy jedna z mam składała formularz rekrutacyjny dziecka).

Niewyobrażalnie nieodpowiedzialna dla mnie postawa dyrekcji, bo przecież napad padaczkowy może mieć dotychczasowo zdrowe dziecko i co wtedy? Oprócz epilepsji dziecku może przydarzyć się milion innych niebezpiecznych rzeczy, gdzie trzeba będzie udzielić pierwszej pomocy, takiej PRAWDZIWEJ, nie tylko na papierku!

Pielęgniarka szkolna nie zna schematu postępowania w razie napadu!

Inna z mam została poproszona przez pielęgniarkę szkolną o przygotowanie schematu postępowania w razie napadu padaczkowego u dziecka. Pani przyznała się, że nie miała do tej pory do czynienia z dzieckiem chorym na epilepsję i nie wie jak ma w razie napadu postępować.

Cieszy mnie, że pielęgniarka przyznała się i poprosiła o instrukcję postępowania, zamiast ukrywać swoją niewiedzę. Jednak z drugiej strony bardzo martwi mnie stan wiedzy osoby, która w szkole jest po to, by czuwać nad zdrowiem dzieci. Tak jak w sytuacji powyżej, co by było, gdyby napad padaczkowy nastąpił nagle u dziecka dotychczas zdrowego? Czy wspomniana pielęgniarka szkolna byłaby w stanie zapewnić dziecku bezpieczeństwo?

Ja rozumiem, że problemem może być podanie leku przerywającego napad i w kwestii rodziców leży umożliwienie pielęgniarce szkolnej, a także wychowawcy dziecka, zobaczenia jak lek wygląda i zademonstrowanie jak się go aplikuje. Jednak podstawy pierwszej pomocy i zasady postępowania w razie wystąpienia napadu powinny być pielęgniarce szkolnej znane.

Nie tylko szkoła jest problemem, rodzice także…

Jak już pisałam we wcześniejszym artykule, również rodzice zdrowych dzieci mogą stanowić problem. Moje Czytelniczki przekonały się o tym na swojej skórze. Rodzice dzieci uczęszczających o tej samej grupy, co dziecko mojej Czytelniczki, nie życzyli sobie dziecka z epilepsją w grupie. Dziecko innej Czytelniczki nie “pasowało” do klasy zdaniem rodziców pozostałych dzieci.

Nie wiem czym spowodowane jest takie podejście rodziców, przecież każdy z nich może znaleźć się po tej drugiej stronie. Epilepsja potrafi zaatakować w każdym wieku, nie dając wcześniej jakichkolwiek objawów.

Epilepsja jest jedynie jedną z chorób, które w niektórych szkołach są niemile widziane.

Nie tylko padaczka jest niewygodna dla niektórych placówek oświaty. Jedna z moich Czytelniczek zmuszona była przenieść dziecko do innej szkoły, po tym jak zachorowało na cukrzycę i musiało w podawać sobie insulinę. Dziecko wybitnie zdolne, sprawne fizycznie, ale cukrzyca przeszkadzała najpierw wychowawcy, a później dyrekcji.

Obawiam się, że takie przypadki to nie wyjątki, choć bardzo bym sobie tego życzyła. W naszej szkole choroba dziecka nie stanowi problemu i długo żyłam w przekonaniu, że tak jest po prostu wszędzie, bo tak być powinno. Niestety rzeczywistość jest inna…