Kiedy marzenia się spełniają…

Lipiec był dla mnie miesiącem wielu przemyśleń i niecodziennych wyzwań. Było ciężko, momentami wszystkiego się odechciewało, ale los rekompensował nam ten trudny czas wieloma dobrymi chwilami. Mogłam odczuć na własnej skórze jak to jest, kiedy marzenia się spełniają…

Od kiedy na świecie pojawiły się dzieci, cały mój świat kręci się wokół nich. Podporządkowałam swoje marzenia, pragnienia, a nawet odległe cele pod dzieci, stawiając ich dobro ponad wszystko. Trochę się w tym wszystkim pogubiłam, zatraciłam granicę pomiędzy “ja” a “dzieci”. Trudno było postawić obronny mur i rozgraniczyć czas na ten dla dzieci/rodziny i czas dla siebie. Obronny mur, zapytasz? Tak, bo dzieci zbytnio nie chciały oddać przywłaszczonych wcześniej minut i szturmowały każdą wyszarpniętą im chwilę. W końcu jednak się udało…

Nauczyć się spełniać własne marzenia…

Kiedy już nauczyłam się wydzielać czas dla siebie, przyszła pora, by nauczyć się spełniać własne marzenia. I tu nie stanowiło problemu to, że dzieci mi w jakikolwiek przeszkadzały, a to, że nie potrafiłam myśleć o sobie. Ciężko było mi zacząć robić coś dla siebie, wiedząc, że moglibyśmy zrobić coś podobnego lub innego razem. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że ja nawet nie dostrzegałam tego problemu wcześniej.

Problem zauważyłam dopiero, kiedy przyszło mi zrealizować otrzymany wcześniej w ramach współpracy zestaw prezentowy Prezentmarzeń – Łodź. Szybko wybrałam interesujące mnie pozycje i postanowiłam przedyskutować je z mężem. Oczywiście pierwsza na liście była rodzinna sesja zdjęciowa. Stwierdziłam, że to super pomysł na przeżycie razem ciekawej przygody. Mąż szybko sprowadził mnie na ziemię, informując, że prezent ma być dla mnie, a nie dla wszystkich.

Tym razem coś dla siebie…

Dało mi to do myślenia. Początkowo nie widziałam w tym nic dziwnego, a tym bardziej niepokojącego. Mąż jednak upierał się, bym tym razem postawiła na coś, o czym marzę od dawna. I tu pojawił się problem… Nagle okazało się, że tyle wszelakich pragnień czeka w kolejce na realizację, a ja jakby nieświadomie wyparłam je z pamięci. Postanowiłam to zmienić.

Tym sposobem wybrałam indywidualne zajęcia fotografii – “Poznaj fotografię”. Do dziś żałuję, że na tego typu zajęcia nie zdecydowałam się wcześniej. Nagle okazało się, że moim aparatem można zrobić dobre zdjęcia! Ba, “odkryłam” nowe funkcje (tzn. wiedziałam, że aparat je posiada, ale nie potrafiłam ich wykorzystać). W końcu przełamałam się i zaczęłam robić zdjęcia w trybie manualnym. Normalnie czuję się, jakbym miała nowy aparat w ręku, a przecież związana jestem z nim już kilkanaście lat.

Nie jestem egoistką…

To było przełomowe przeżycie dla mnie. Zrozumiałam, że robiąc coś dla siebie, nie jestem egoistką. Dzięki zaspakajaniu własnych potrzeb, realizacji własnych planów, odkryłam siebie na nowo. A i dzieci na tym zyskały, bo mama bije energią i radością, jak nastolatka wyruszająca na pierwsze wakacje bez rodziców (nie mam pojęcia skąd to porównanie, ale własnie tak się czuję 😉 )

Zaczęłam powoli realizować zaległe plany, które ciężko było połączyć z opieką nad małymi dziećmi. Stworzyłam nawet listę marzeń, które chcę spełnić. Przyznam szczerze, że każdy nawet najmniejszy sukces napawa mnie ogromną radością.

Postawiłam wszystko na jedną kartę…

W pewnym momencie zaczęłam coraz śmielej wyznaczać cele, sięgać po ambitniejsze marzenia. Stało się… Postawiłam wszystko na jedną kartę… Kilka ciężkich miesięcy za mną, ogrom pracy przede mną, ale idę do przodu. Nie wiem, czy się uda, ale zaryzykuje i mam nadzieję, że będę mogła pochwalić się niebawem pierwszymi sukcesami. Nie znam bowiem większej radości niż tej, kiedy marzenia się spełniają…

 

 

 

Artykuł powstał w ramach współpracy z Prezentmarzeń