List do Świętego Mikołaja…

Ostatnio w sieci pojawia się wiele treści na temat prezentów, propozycje upominków, niejeden osobisty list do Świętego Mikołaja. Jeden z takich listów skłonił mnie do przemyśleń, co zaowocowało tym wpisem. Opisana w poście innej blogerki historia o pisaniu listu, o wierze, że Święty przyjdzie i przeczyta, przez chwilę mnie zasmuciła. Ja nigdy nie pisałam listu do Świętego Mikołaja… Zastanawiałam się, jak wiele mnie ominęło, ile radości może sprawić dziecku wiara w Świętego…

Ale przecież ja wierzyłam… Moi Rodzice nigdy mnie nie “oszukiwali” mówiąc, że to Mikołaj przynosi prezenty. Od małego dziecka wiedziałam, że upominki pod choinką są od moich bliskich. Szybko zresztą zaczęłam tworzyć w ukryciu swoje własne prezenty dla Rodziców i najbliższej rodziny. Pamiętam, ile mi to sprawiało radości. Jak niecierpliwie czekałam, aż wszyscy otworzą podarunki ode mnie…

Pamiętam też, jak mama opowiadała mi historię Świętego Mikołaja. Do dziś słyszę w głowie jak mówiła: ,,Nie wszystkie dzieci otrzymają prezenty pod choinkę…” I  wcale nie chodziło o to, że były niegrzeczne… Nie miał im kto zrobić niespodzianki… Pamiętam też, miałam może z 6 lat, w miejscowości, w której wtedy mieszkaliśmy, była bardzo biedna rodzina. Kilkoro dzieci, matka bardzo chora… Moja mama przygotowała drobne upominki dla tych dzieci, głównie zabawki, słodycze oraz jedzenie… Poszłam z mamą dzień przed Wigilią… Mimo, że byłam jeszcze małym dzieckiem, do końca życia zapamiętam tą sytuację… Dzieci siedziały przy łóżku swojej mamy, która była w ciężkim stanie… Na widok prezentów ucieszyły się… W tamtych czasach słodycze nie były tak dostępne, jak teraz… Zabawki… sami wiecie…

Jednak nie to utkwiło mi w pamięci… Chłopczyk, który był w moim wieku, nie puszczał ręki swojej mamy ani na chwilę… Nie interesowały go zabawki, słodycze… Ojciec spytał, dlaczego nie idzie się pobawić z resztą rodzeństwa… Chłopiec, ściskając rękę mamy jeszcze mocniej, powiedział ze łzami w oczach: ,,Mamusia powiedziała, że to pewnie ostatnie nasze wspólne święta”…

Do dziś mam ten obraz przed oczami… Przez wiele jeszcze lat nie rozumiałam tego tak do końca… Świadomość szczęścia jakie posiadam rosła we mnie stopniowo… Dziś wiem, że żadne prezenty nie zastąpią Rodziny… Żadna niespodzianka nie jest ważniejsza niż Miłość Bliskich…

Matka tego chłopca zmarła kilka dni po świętach… Podobno były to ich najpiękniejsze święta, mimo że ostatnie… I wcale nie dlatego, że dzieci dostały upominki od nas…

Długo zastanawiałam się, czy Rodzice wyrządzili mi krzywdę zabierając wiarę w Świętego Mikołaja… A może wcale nie zabrali mi tej wiary? Może właśnie dzięki temu dali mi coś dużo więcej wartego… Wrażliwość na krzywdy drugiego człowieka, poczucie, że lepiej dawać niż brać… Świadomość, że Rodzina jest najpiękniejszym prezentem…

Moje dzieci niewiele jeszcze rozumieją z tego wszystkiego. Zewsząd sprzeczne informacje… Wiedzą jednak, że nie wszystkie dzieci otrzymają prezenty pod choinkę. I  wcale nie dlatego, że były niegrzeczne…

 

 

PS Zdjęcie ze Świąt zeszłorocznych…