Pada, pada deszcz…

Kiedy pada deszcz, dzieci zazwyczaj nie mają najlepszych humorów (zresztą nie tylko dzieci). U nas zawsze zaczyna się marudzenie, że chcą na trampolinę albo do piasku. W sumie się nie dziwię… Pomimo tego, że w domu zabawek bez liku, pomysłów na zabawy tysiące, to jednak ta szarość za oknem taka przygnębiająca. W domu nierzadko trzeba zapalać światło, gdyż nagle robi się ciemno i to w środku dnia. Szum uderzających kropel w dach czy okno działa usypiająco i Łucja czasem już przed południem chce drzemki. Sebastian nie może znaleźć sobie miejsca, gdyż boi się burzy, z którą kojarzy mu się każdy  deszcz. Dlatego wczoraj postanowiłam szybko zadziałać, zanim dzieci stracą humor…

Postanowiliśmy wyruszyć na polowanie! I to nie byle jakie! Zaopatrzeni w parasole, płaszcze przeciwdeszczowe i całkiem pokaźne wiaderko udaliśmy się na łowy. Naszym celem były ślimaki, ale nie wszystkie. Szukaliśmy winniczków. Spacer trwał bardzo długo i w sumie miałam wrażenie, że sami zamieniliśmy się w ślimaki. Tempo naszego przemieszczania było iście ślimacze 😉 A to wszystko dlatego, że dzieci “ratowały” wszystkich ślimaczych przyjaciół przed zdeptaniem. Jak to bywa po deszczu wszystkie okoliczne brzuchonogi wypełzły na chodnik…

Niestety łowy zakończyły się naszą porażką. Mimo sprzyjającej aury, winniczków nie spotkaliśmy. Za to ślimaków wszelkiej innej maści był ogrom. Sąsiadko obiecała wesprzeć nas w poszukiwaniach i przekazać nam pełzającego łakomczucha, jeśli tylko natrafi na niego w swoim ogródku. Z lekka przemoczeni, zrezygnowani, wróciliśmy do domu na gorące kakao.

A dzisiaj rano niespodzianka! Nasz Grubasek ma kompana. Najprawdopodobniej został upolowany przez sąsiadkę 🙂

Zapraszam do krótkiej fotorelacji z naszej deszczowej przygody. Oczywiście zdjęć ze spaceru nie ma, żal mi aparatu było i trochę rąk brakowało 😉

1157

1158

1159

1160

1161

1162

1163

1164

1165

1166

1167

1168

1169

1170

1171

1172

1173

1174

1175

1176

1177

1178

1179

1180