Pamięć…

Zastawialiście się kiedyś, kim byście dziś byli, gdyby ktoś zabrał Wam wspomnienia? Gdyby wszystkie wspaniałe chwile zostały wymazane z Waszej pamięci? Jak ciężkie byłoby życie, gdyby nasza pamięć była ograniczona do kilku ostatnich tygodni?

Niestety niektórzy tracą pamięć z dnia na dzień. W wyniku urazu głowy lub udaru gubią swoją przeszłość. Nie pamiętają nic lub bardzo niewiele. Ich wspomnienia ograniczają się do fotografii, które są dla nich obce. Widzą siebie na zdjęciach, lecz nie potrafią przypomnieć sobie niczego. Nie poznają swoich bliskich, nie czują z nimi więzi. Nawet własne dzieci są dla nich obce. Powrót do domu jest koszmarem, gdyż dla nich to zupełnie nieznane miejsce. Zaburzenia pamięci wiążą się często ze zmianami osobowości i wtedy osoba po urazie lub chorobie staje się zupełnie innym człowiekiem…

Nie chciałabym stracić wspomnień. Tych wszystkich pięknych chwil, które nadały sens mojemu życiu.  Chciałabym móc zawsze wrócić w myślach do zapamiętanych miejsc, tych wyjątkowych dla mnie. Chciałabym pamiętać twarze ważnych dla mnie osób. Chcę to wszystko pamiętać, zwłaszcza tych kilka chwil, które uważam za najpiękniejsze.

Gdy zobaczyłam wyzwanie u Sen Mai, chciałam wziąć w nim udział. Chciałam stworzyć listę swoich najpiękniejszych chwil w życiu, moje Top 10. Wtedy też zdałam sobie sprawę z tego, jak ważne są wspomnienia. Nie tylko te piękne, ale także te, które sprawiają nam ból. Wszystko, co wydarzyło się w moim życiu, miało wpływ na to kim teraz jestem… Uznałam stworzenie listy najpiękniejszych wspomnień jest bezsensowne, gdyż bardzo wiele niemiłych wspomnień odgrywa kluczową rolę w moim życiu.

Pomyślałam, że warto stworzyć listę najważniejszych wspomnień. Takich, których utrata wpłynęłaby na to, kim jestem. Wspomnień, bez których nie byłabym sobą. Wspomnień, których utrata zmieniłaby moje życie.

Wśród moich wspomnień najważniejsze miejsce zajmują narodziny moich dzieci. To najpiękniejsze chwile w moim życiu i pewnie w życiu każdej mamy zajmują wyjątkowe miejsce. Narodziny synka wspominam bardzo dobrze. Pierwsze, upragnione, wyczekane dziecko. Nie da się tego porównać z niczym innym. Na dodatek poród nie był ciężki, personel medyczny przesympatyczny, co tylko dodaje tej chwili wyjątkowości. Pamiętam moment, kiedy podano mi mój Skarb, kiedy pierwszy raz mogłam go dotknąć, pocałować. Nie pamiętam twarzy położnych, ale widok synka leżącego na mojej piersi pamiętam dokładnie. Narodziny córeczki niestety były zupełnie inne. Strach, pośpiech i niepewność przyćmiły radość. Jednak moment, kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, zdecydowanie należy do najpiękniejszych. Córeczka urodziła się przedwcześnie przez cesarskie cięcie. Nie widziałam jej zaraz po porodzie, gdyż byłam znieczulona ogólnie. Zobaczyłam pierwszy raz córeczkę dopiero w poniedziałek po południu, a córeczka urodziła się przed 1 w nocy z soboty na niedzielę. Była malutka (1300gram), walczyła o życie. I choć nie mogłam wziąć jej na ręce, przytulić, widok żywej córeczki był moim małym cudem. W tamtym momencie wystarczało mi to, że mogę ją dotknąć lub chociaż na nią popatrzeć. Moja Kochana Kruszynka żyła i dzielnie walczyła. Bez względu na to, jak wtedy było mi źle, jak wtedy cierpiałam widząc swoje Maleństwo walczące o życie, nigdy nie chciałabym zapomnieć tamtych chwil, naszej walki… To ten czas miał największy wpływ na mój rozwój. Wtedy nauczyłam się walczyć o swoje, nie poddawać się, a przede wszystkim wierzyć…

Chwilą, która wywołuje u mnie największe emocje, jest dzień, w którym przywiozłam córeczkę do domu. Szczęście, które wtedy czułam jest nie do opisania. W końcu miałam swoje dzieci razem, przy sobie. Nie musiałam dzielić czasu na dom i szpital. I choć wiedziałam, że nie będzie łatwo, że jeszcze wiele przed nami, nic nie było ważniejsze, niż to, że mam córeczkę i synka w domu. Widok synka, który delikatnie całował siostrzyczkę, łzy mojej babci, przerażenie mojego taty… Pamiętam jakby to miało miejsce dziś…

Wśród najpiękniejszych chwil mojego życia nie może zabraknąć dnia naszego ślubu. Chyba każda panna młoda marzy o tym, aby wszystko było idealne. Nam się udało. Miałam wymarzoną suknie ślubną, fryzurę, w której czułam się bardzo dobrze. Świadków, którzy czuwali nad wszystkim, a do tego rozbawiali nas do łez. Orkiestrę, która bawiła wspaniałych gości do rana. Wszystko było idealne… Nie denerwowałam się, byłam spokojna, a wspomnienia z tamtego dnia wywołują uśmiech.

Wiele jest chwil, które są dla nas ważne, które wracając w wspomnieniach wywołują wiele emocji. Dla mnie taką chwilą są nasze pierwsze wspólne wakacje nad morzem. Wakacje, na które pojechaliśmy we czwórkę. Okrzyki, które dzieci wydobywały z siebie na pierwszy widok morza, do dziś tkwią mi w pamięci. Wszystko budziło ich podziw – plaża, fale… Niezapomniane wakacje… Także tegorocznych wakacji nie chciałabym nigdy zapomnieć. Pomimo długiej podróży, upałów – było idealnie. Góry, jezioro, lasy…, a przede wszystkim nasza rodzinka razem. Dwa tygodnie aktywnego wypoczynku, a zarazem słodkiego lenistwa…

Jest też wiele wspomnień, które do miłych nie należą, ale ich utrata zmieniłaby mnie z pewnością. Wszystkie moje porażki, moje potknięcia, błędy… To wszystko kształtowało mnie przez lata i nadal mnie kształtuje. Wszelkie problemy, zmartwienia, cierpienia czy ból, choć często chcemy wymazać z pamięci, są nam niezbędne. To one w dużej mierze wpływają na to, jacy jesteśmy, jakie zmiany w nas zachodzą…

Jest też wiele wspomnień, którymi nie chcę się z nikim dzielić lub wie o nich tylko niewiele osób. Są wspomnienia, które są tylko “nasze” (moje i męża) i tam też nie wpuszczam nikogo. Inne z kolei jak przez mgłę przypominają mi dzieciństwo. Każde z nich jest ważne…

Usiadłam dziś i zaczęłam się zastanawiać kim bym była, gdyby moja pamięć została uszkodzona. Gdybym utraciła wszystkie wspomnienia…  Wiem jedno, chciałabym, aby ktoś wtedy pokazał mi mojego bloga 😉