Postanowienia noworoczne

Wraz z początkiem Nowego Roku, wielu z nas tworzy listę postanowień noworocznych. Szczegół, że niezbyt wielu osobom uda się zrealizować postanowienia. Ja także taką listę stworzyłam rok temu. Miesiąc później nie wiedziałam już, gdzie ją mam. W tym roku postanowiłam spisać ją tu, w tym miejscu. Trudno będzie mi zgubić moje postanowienia noworoczne, a z ich wywiązania będzie miał mnie kto rozliczyć.

List postanowień noworocznych w Internecie jest od groma. Postanowień przeróżnych tysiące. Chciałam podpatrzeć, ale wszystko ni w ząb do mnie pasuje. Weźmy pod uwagę pierwsze najpopularniejsze, czyli rzucić palenie. Cóż mam z tym problem. Ogromny problem, bo jak rozstać się z czymś, czego się nie praktykuje? Ba, nigdy się nie praktykowało? Wiem, że jestem wybrykiem natury, ale nigdy papierosa w ustach nie miałam…Więc ta pozycja odpada.

Kolejna, która pasuje do mnie, jak wół do karety, to schudnąć. No cóż, ja bym z chęcią przygarnęła z kilka kilogramów. Nie powiem, nie obrażę się, jak od losu dostanę 5 kilogramów pięknego tłuszczyku. Najlepiej jakby większość w cyce poszła, choć nie będę narzekała z innego rozmieszczenia. Zdrowo odżywiać będę się, jak do tej pory: kolacja grubo po 22, do tego coś słodkiego… Jakoś trzeba zachęcić kolejne kilogramy.

Także pozostałe postanowienia noworoczne znalezione w sieci nie pasują do mnie. Nie mam zamiaru szukać lepszej pracy. Moja jest idealna. Być sobie szefem, czy można chcieć więcej? W podróż marzeń wyjeżdżam co roku, bo każde wakacje spędzone z moimi dziećmi i mężem są spełnieniem marzeń. Ćwiczyć nie będę w sposób szczególny. Wystarczy mi codzienny trening dźwigania ciężarów po schodach, gimnastyka całodzienna plus wieczorne tańce. Zastanawiałam się nad lepszą organizacją dnia, ale wiem, że to niemożliwe. Tyle we mnie spontaniczności i lenistwa w dodatku, że nie mam zamiaru zaprzątać sobie tym głowy. Więc cóż mi pozostaje?

  1. Nie zwariuje, gdy syn pójdzie do zerówki. No dobra, delikatnie oszaleje, jak przystało na matkę pierwszy raz puszczającą dziecko do szkoły. Zaznaczam jednocześnie, że powyższe postanowienie straci na mocy, jeżeli córka wyrazi chęć pójścia do przedszkola. Wtedy z pewnością postradam zmysły.
  2. Będę częściej zamieszczać posty, bynajmniej dopóki będę o tym pamiętać. Jak mi się zdarzy o tym zapomnieć, przypomnijcie mi. Pół roku blogowania za mną, więc wypadałoby zacząć traktować blog poważnie. Choć przyznam, że nie wierzyłam w to, że tak długo wytrzymam. Ale blogowanie wciąga, a Wy Kochani uzależniacie.
  3. Przestanę zaniedbywać męża. Nie, żebym o niego nie dbała, ale czasem zdarzy mi się zasiedzieć przed komputerem. Już wiem, że będę żałować tego podpunktu. Mąż z pewnością stosownie wykorzysta ten zapis.
  4. Zaprzyjaźnię się na nowo z maszyną do szycia. Ostatnio coś się nam nie układało. Zbyt mało czasu miałyśmy dla siebie, a i ona jakaś taka złośliwsza się zrobiła.
  5. Wywołam zdjęcia. Wiele oczekuje na swoją kolejkę, a kolejnych przybywa. Nie chcę kusić losu zbyt wielką liczbą wspomnień do utracenia, w wersji papierowej będą bezpieczniejsze.
  6. Ha i zrobię coś jeszcze! Przeczytam książki Kominka.

Więcej postanowień nie mam. Pozostałe będę na bieżąco realizować. Wyżej wymienione sumiennie spełniać. W końcu pozostało mi już niewiele czasu, raptem 360 dni.

 

PS. Do wpisu dołączam kilka zdjęć z ostatniego czasu.

820

821

822

823