Przyznaję się do błędu

Moje dziecko niebawem pójdzie do zerówki. Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać, czy da sobie radę. Później poszłam o krok dalej i przejrzałam internet wszerz i wzdłuż szukając informacji, co taki 5-latek powinien potrafić. I tu popełniłam swój pierwszy błąd! W sieci roi się od genialnych dzieci, które w wieku 5 lat płynnie czytają, liczą do 100, zmywają naczynia, robią sobie herbatę!

Byłam przerażona. Mój synek zna tylko kilka literek i to drukowanych. Wie jak wygląda W, A, S, D i G. Potrafi je pokazać na klawiaturze, a poznał je grając na komputerze. To literki dzięki, którym może się poruszać postacią w grze. Nigdy nie uczyłam go literek i tak na prawdę nie zamierzam. Liczyć potrafi do 20, choć zdarza mu się pomylić. Dodaje i odejmuje na przedmiotach maksymalnie do 10. Potrafi się przedstawić i powiedzieć, gdzie mieszka. Jednak nigdy nie zmywał naczyń, a już na pewno nie robił sobie herbaty (mam szczerą nadzieję, że mama, która o tym pisała, miała na myśli herbatę rozpuszczalną zalewaną letnią wodą).

Postanowiłam poobserwować swoje dzieci (córeczka, choć młodsza o dwa lata, niewiele odstaje z samodzielnością za bratem) i przekonać się, co tak naprawdę potrafią moje dzieci. I w tym miejscu przyznaję się do swojego drugiego błędu: zbyt często wyręczałam swoje dzieci. Pomagałam im, robiłam za nich, bo łatwiej, bo szybciej… Często karmiąc córeczkę, karmiłam i synka, bo więcej zjadł. Nie chciało mu się rozbierać to pomogłam, zaoszczędziłam kilkanaście minut. Podobnie z ubieraniem, raz się ubierał, raz nie…

Od kilku dni mam w domu całkiem inne dzieci, tak jakby doroślejsze… Postawiłam na samodzielność. Na początku było ciężko, nie dlatego, że dzieci nie chciały, lecz dlatego, że musiałam się kontrolować, żeby im nie pomóc. Jak się okazało synek potrafi już bardzo dużo. Ubiera się i rozbiera samodzielnie, wcale nie trzeba mu zbyt dużo pomagać, jedynie popoprawiać. Z guzikami i zamkami ma czasem problem, ale w końcu nie ma jeszcze 5 lat. Potrafi sam się najeść i radzi sobie wyśmienicie, nawet jedząc zupę. Córeczka również radzi sobie świetnie, jednak po zupie jest cała do przebrania. Oczywiście w łazience radzi sobie sam, ale to już miał opanowane wcześniej. Jednak to, co mnie ostatnio zszokowało, to to, że synek potrafi rozebrać i ubrać siostrę, a przede wszystkim jest o wiele, wiele razy samodzielniejszy niż miesiąc temu.

I tu przyznaję się do trzeciego swojego błędu: po prostu nie dawałam dzieciom szans na bycie samodzielnymi. Wiedziałam, że potrafią, bo ćwiczyliśmy, ale na co dzień było mi wygodniej zrobić wszystko samej. Od miesiąca w naszym domu panują inne zasady. Czasem dzieci się buntują, bo im się nie chce. Jednak wystarczy je odpowiednio zmotywować i upór mija. Wczoraj byliśmy w McDonaldzie (co zresztą było jedną z nagród za ich postępy) i moje dzieci zupełnie samodzielnie zjadły kanapki, nie brudząc się. W końcu mogłam skupić się na własnym jedzeniu, a nie podtykać raz jednemu, raz drugiemu. Obiady też teraz jadam ciepłe.

Jednakże oprócz podstawowych czynności, takich jak załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych, jedzenia, ubierania się i rozbierania, sprzątania po sobie zabawek oraz śmieci, moje dzieci nie mają innych obowiązków. Nie muszą odkurzać swojego pokoju, choć czasem Łucja to robi, nie zmywają naczyń, nie wieszają prania, nie składają swoich ubrań, nie przygotowują sobie kanapek… A według niektórych mam, ich 5-latki to robią. Ja pozwalam dzieciom być dziećmi. Swój czas przeznaczają głównie na zabawę, poprzez którą uczą się wielu rzeczy i poznają świat. Oczywiście dzieci w wielu czynnościach mi pomagają dobrowolnie. Łucja lubi wkładać ze mną pranie i włączać pralkę. Sebastian dba o kotka, co dzień rano wypuszcza go z łazienki i szykuje saszetkę z jedzeniem. Lubią pomagać w kuchni, jednak robią to z własnej woli, a nie z obowiązku, których niedługo i tak będą mieć w nadmiarze. Nauką czytania i pisania też ich nie męczę i szczerzę współczuję tym dzieciom, których matki dały się wciągnąć w ten chory “wyścig szczurów” na genialne dziecko. Na wszystko przyjdzie czas i nie mam zamiaru zabierać dzieciom i tak krótkiego dzieciństwa.

 

Poniżej sesja z naszych spotkań ze śniegiem, którego u nas w tym roku niewiele. W ramach sprostowania: dzieci odśnieżają dobrowolnie 😉

959

960

961

962

963

964

965

966

967

968

969

A tu pierwszy i jak dotąd jedyny bałwan tej zimy. Dinozaur… niby 😉

954

953

952

955

933

934

935

936

937

938

939

940

941

942

943

944

945

946

947

948

949

950

951

I nasza przybłęda – Psotka, też harcowała na śniegu, a potem…

956

957

odpoczynek….

958

 

Pozdrawiam 🙂

 

PS Nie dajcie się, niech te chore ambicje na małego geniusza Was nie dosięgną. Dzieci mają prawo do dzieciństwa.