Wrażliwość

W dzisiejszych czasach wrażliwość nierzadko postrzegana jest jako wada. Ktoś, dla kogo potrzeby innych są równie ważne jak własne, szybko zostaje wykorzystany. Brak obojętności na cierpienie innych często bywa wyszydzane. Lepiej być twardym, martwić się tylko o własny tyłek, niż przejmować się kimś słabszym. Wszechobecny “wyścig szczurów” tylko potęguje zakorzeniany często już od dziecka egoizm. Empatia bywa wyśmiewana, a uczuciowość powodem wstydu. Coraz częściej w mediach padają informacje o przestępstwach popełnianych przez nieletnich. Dzisiejsza młodzież nie wie co to współczucie, bezinteresowna pomoc. Szlachetna postawa stała się nie modna. Teraz żeby być “cool” trzeba wszystko “olewać”. Brak zasad, brak konsekwencji… Dokąd zmierza dzisiejszy świat?

Kiedy byłam mała (tak wiem, za wiele nie urosłam) marzyłam, że zostanę policjantką. Biegałam z pistoletem po podwórku i łapałam bandytów. Później plastikowe zabawki rzucone były w  kąt, a moim największym skarbem był… scyzoryk (mam go do dziś i zawsze zabieram na grzyby). Z dziewczynami było mi nudno. Lalek w wózku nie woziłam, ewentualnie kota. Drzewa, płoty, baza… Byłam prawdziwą chłopczycą. W naszej paczce nie byłam jedyną dziewczyną, ale chłopcy stanowili zdecydowaną większość. Zazwyczaj bawiliśmy się w “męskie” zabawy. Całe dnie jeździliśmy na rowerach, które sami tuningowaliśmy. Nie raz po takim majsterkowaniu potrzebna była pomoc mojego taty, by rower był nadal sprawny. Nie raz wracałam do domu z podartymi spodniami (sukienki dla mnie nie istniały), zdartymi kolanami i łokciami. Głównym powodem były wyścigi na rolkach. Moi rodzice nie zwracali na to uwagi. Zresztą scyzoryk dostałam od taty. Nie ograniczali mnie, nie mówili, że dziewczynie nie wypada. Akceptowali moje zainteresowania i mnie taką jaką byłam.

Mimo tego cały czas byłam i jestem bardzo wrażliwą osobą. Pamiętam, jak ratowałam nie jedną mysz z paszczy kota, a potem kilka dni trzymałam w słoiku by doszła do siebie. Jedną badylarkę miałam w domu przez pół roku. Zimą kot przyniósł ją do domu, a była taka malutka. Zakupiłam jej nawet terrarium, nie oswajałam i wiosną zwróciłam wolność. Wcale nie byłam w tym czasie małą dziewczynką, ale już studentką. Mimo to nie potrafiłam jej nie pomóc. Zresztą zwierząt ocalonych u nas w domu zawsze nie brakowało. Był wróbel ze złamanym skrzydłem, kret, który wpadł do studzienki, postrzelony gołąb, kurczaczek uratowany przed pożarciem przez węża (tu możecie przeczytać historię niesamowitego kogutka). Rodzice zawsze wpajali mi, że najmniejsze stworzenie jest darem i należy je szanować. Nigdy nie zabijam robali czy pająków, które trafiają pod nasz dach. Łapię w słoik i zwracam wolność (żeby nie było komary i muchy nie zaliczają się do grupy chronionej). Szanuję życie i uczę moje dzieci tego, czego mnie nauczyli rodzice.

Dla moich dzieci ślimak jest przyjacielem, jaszczurka wywołuje zachwyt, a pająk nie budzi przerażenia. Nie ważne jakie to stworzenie, wszystkie są piękne. Jest to dla mnie bardzo istotne, by moje dzieci w ten sposób postrzegały świat. By w każdym człowieku widziały piękno, choćby wewnętrzne. Po przecież nie można odrzucać kogoś tylko ze względu na swój wygląd czy chorobę, a także przez to jakim był w przeszłości.  Uczę swoje dzieci wrażliwości na cierpienie innych i nie ważne czy to osoba starsza, dziecko czy jakieś zwierzę. Ból czują wszyscy…

Przeraża mnie znieczulica, która panuje dziś wśród ludzi, a zwłaszcza młodzieży. Kiedyś wszyscy biegaliśmy ze scyzorykami i nikomu do głowy nie przyszło zrobić komuś krzywdę. Urządzaliśmy sobie kryjówki, by grać w nich w karty. Dzisiaj przyjaciel zabija przyjaciela, bo… wystarczy błahy powód. Matka zabija dziecko, bo te jej przeszkadza, bo płacze. Dziecko zabija rodziców, bo nie chcieli dać kieszonkowego…

Nie chcę żyć w takim świecie. I Ty też nie chcesz, prawda? Uczmy swoje dzieci od pierwszych lat życia wrażliwości. Już 2-3 latek potrafi współczuć, ale trzeba go tego nauczyć. Nie bądźmy obojętni na to, co dzieje się wokół nas.