Zatrzymać się…

Bywają w życiu takie chwile, kiedy jest się zmuszonym do tego, by się zatrzymać. Ja właśnie stoję…

Ostatnio w moim życiu wiele się dzieje. Przyczepił się do mnie jakiś pech, który burzył spokój moich dni. Czy sobie odszedł? Nie wiem, choć mam nadzieję, że tak. Cała ta sytuacja skłoniła mnie do tego, by na moment zwolnić, zatrzymać się…

W pędzie kolejnych dni coraz częściej czuję, że coś gubię, tracę bezpowrotnie. W tej szalonej gonitwie, walce o lepsze jutro, boję się, że polegnę. Człowiek najczęściej dostrzega coś, gdy już to straci. Ja nie chcę tego doświadczać. Chcę czerpać garściami szczęście, te codzienne, zwyczajne…

Nie pamiętam kiedy ostatni raz patrzyłam, tak jak dziś, na mojego śpiącego męża. Ciągły pośpiech, zmęczenie… Zapomniałam, jak jego spokojny oddech koi moje nerwy. Aż trudno uwierzyć, jak bardzo się zmienił od czasu, kiedy go zobaczyłam pierwszy raz. Na czole pojawiły się zakola, oczy straciły tamten blask, nie ma już drobnego chłopca… Teraz obok mnie leży mężczyzna, w którego ramionach czuję się najbezpieczniej. Jego silne dłonie przychylają mi nieba, gdy tylko mam na to ochotę. Jego oczy nie iskrzą już tak szaleńczo, za to bije od nich spokój. Spokój, który daje mi siłę, by przetrwać wszystko, by walczyć…

Spoglądam na synka i widzę w nim odbicie swojego męża. Ten sam układ twarzy, usta, nos… Śpi tak spokojnie. Tak bardzo boję się, że obudzę się któregoś dnia, a on będzie już dorosły. Nie będzie mnie potrzebował, nie będzie się przytulał…

Wierzę, że córeczka tulić mnie będzie zawsze. Jest przecież jeszcze taka malutka, delikatna i krucha. Czasem nie zamykam oczu, by nie znikła mi we śnie. Przeraża mnie myśl, że mogłabym ją stracić czy stracić synka. Głaszczę jej delikatny policzek, odgarniam włoski. Jest taka śliczna i cała moja…

W tej magicznej ciszy czas jakby stanął w miejscu. Przed oczami mam wspomnienia z dzieciństwa. Moich kochanych rodziców, nasz dom… Wszystko na wyciągnięcie ręki… Mam wielkie szczęście, że otacza mnie tak wiele bliskich mi osób. Bliskich, na których zawsze mogę liczyć, którym mogę powierzyć swe troski…

Mam też Was.

Zupełnie obcych mi ludzi… Ludzi, którzy jak się okazuje, potrafią być wsparciem solidniejszym niż dobrze znani przyjaciele. To właśnie ostatnio doświadczyłam tego, jak silne fundamenty udało mi się z Wami zbudować. W szpitalu odebrałam wiele wiadomości od Was. Życzyliście mojej córeczce zdrowia, martwiliście się o nas, wspieraliście… Wy – zupełnie obcy mi ludzie…

Dziękuję…

W tym momencie bez znaczenia wydaje się uszkodzony komputer, czy popsuta pralka. Wszelkie trudności odchodzą w zapomnienie. Przeciwności losu nie są tak bolesne, a porażki nie tak wielkie. Zatrzymałam się i chcę jak najdłużej cieszyć się tą chwilą, kiedy jestem ponad to wszystko. Czuję, że frunę na skrzydłach kryształowych. Może niebawem znów rozsypią się na drobne kawałki… Póki co unoszę się na nich, bo obok mnie są moi bliscy, bo wokół mam Was…