Szkoła – dziecko z chorobą przewlekłą

Wakacje się skończyły, zaczęła się szkoła. Kto w tym roku rozpoczyna swoją przygodę z edukacją? Jak wielu z Was, mamy za sobą pierwsze dni w szkole i przedszkolu. W sumie u nas wszystko znajduje się w jednym miejscu, bo dzieci 5-letnie i 6-letnie mogą uczęszczać do oddziału przedszkolnego przy szkole podstawowej. Jest to rewelacyjne rozwiązanie, bo przy większej ilości dzieci nie trzeba rozwozić po rożnych placówkach.

W tym roku Łucja zaczęła chodzić do 5-latków, a Sebastian zasilił szeregi pierwszoklasistów. Emocje ogromne, radość przeplatała się z niepewnością i lękiem. Szczęście Sebastiana, że ma swoją ukochaną panią, nie miało granic. Łucja z kolei cieszyła się, że znów może chodzić do przedszkola, a i nową panią obdarzyła ogromną sympatią od pierwszego dnia. Oby tak dalej…

Dziecko z chorobą przewlekłą w szkole

Należę do kilku facebookowych grup zrzeszających rodziców dzieci chorych na padaczkę i czytając niektóre historie strasznie bałam się, jak to wszystko będzie. Wiele szkół czy przedszkoli nie chce przyjmować pod swoje skrzydła dziecka chorego, proponując przedszkola/szkoły integracyjne lub nauczanie indywidualne. Historie mam walczących o normalność swoich dzieci, to niestety powszechność w polskiej edukacji. Większość dzieci przecież rozwija się prawidłowo i oprócz sporadycznych napadów nie prezentuje żadnych niepełnosprawności, lecz szkoły ich się boją.

Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, gdy jeszcze przed zapisami do przedszkola byłam porozmawiać z panią Dyrektor. Żadnych problemów, pomimo że u nas choroba była wtedy nowością. Teraz z kolei rozmawiałam z panią Wicedyrektor na temat leków przerywających napad u córeczki (Relset). Ciepło i troska, jakie otrzymaliśmy są nie do opisania. Żadnych problemów… Lek przekazaliśmy pani Pielęgniarce, która również bardzo sympatycznie nas przyjęła, a także pani Wychowawczyni, która pomimo młodego wieku prezentuje pełen profesjonalizm. Takiej szkoły życzę każdemu dziecku…

Bo rodzice pozostałych dzieci sobie nie życzą…

Wyobrażacie sobie taką sytuację? Dziecko chore na padaczkę z napadami nieświadomości zostało wydalone ze szkoły, bo rodzice dzieci uczęszczających do tej samej klasy nie życzyło sobie dziecka chorego w grupie. Oczywiście mama wytoczyła wojnę szkole i wszystko skończyło się w sądzie, jednak dziecko do placówki już nie wróciło.

Inna mama otrzymała informację od wychowawczyni, że ma nie przyprowadzać dziecka do przedszkola dnia następnego i ma się zgłosić do dyrektora placówki. Dowiedziała się, że jej dziecko “tu nie pasuje”. Ręce opadają, w głowie się to po prostu nie mieści, jak traktuje się dzieci chore przewlekle i ich rodziców.

Nie tylko padaczka tak straszna szkołom…

Placówki szkolne boją się nie tylko epilepsji. Również cukrzyca wzbudza ogromne emocje i niejednokrotnie rodzice spotykają się z utrudnieniami. Wiele barier mają do pokonania także rodzice dzieci onkologicznych. Szkoły nie przebierają w środkach i przede wszystkim nie biorą pod uwagę traumatycznych przeżyć dziecka i pragnienia szybkiego powrotu do normalności. Jak dziecko ma zapomnieć o chorobie czy prawidłowo się rozwijać, jeśli nawet szkoła traktuje je jako kogoś gorszego.

Trudno było mi w to wszystko uwierzyć, ale kolejne historie mam i ich świadectwa, napełniły mnie przekonaniem, że mamy rewelacyjną szkołę, otwartą i przyjazną wszystkim dzieciom i ich rodzicom. Niestety nie wszystkie dzieci i rodzice mają takie szczęście…