To nie Twoja wina!

Czasem życie toczy się torem, nad którym nie możemy zapanować. Nie mamy żadnej możliwości wyboru, żadnych szans na zmianę biegu zdarzeń. Tkwimy w centrum tego wszystkiego i wtedy pojawia się to uczucie…

Poczucie winy narasta powoli. Zaczyna się od cichych, nieśmiałych rozważań, co by było gdyby wcześniej stawiło się krok w inną stronę, wybrało inną drogę, dokonało się innej decyzji… Aż w końcu zatruwa każdą noc, każdą myśl. Kroczy ramię w ramię, jak cień. Nie można się od niego uwolnić…

Długo tkwiłam w takim stanie. Obwiniałam siebie. Nie potrafiłam spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, bo czułam się winna, winna tego wszystkiego. Poczucie winny zapędziło mnie w ślepy zaułek, gdzie tylko milimetry dzieliły mnie od przepaści…

Poród córeczki był dla mnie bardzo traumatycznym przeżyciem. Nagły, niespodziewany… Za wcześnie, za szybko… Córeczka walczyła o życie, a ja nie potrafiłam się z tym pogodzić. Analizowałam w myślach, co zrobiłam nie tak, co mogło spowodować taki stan.Wszystko sprowadzało się do jednego: to moja wina!

Nigdy wcześniej nikomu o tym nie mówiłam. Nigdy nie potrafiłam się przed nikim otworzyć. Bliskich nie chciałam obarczać, przecież oni też cierpieli. Kryłam się ze swoimi emocjami. Nie chciałam, by ktoś wiedział, by się nade mną litował, by mnie żałował… Nie płakałam zbyt często, dusiłam w sobie… Płakałam za mało… Czasem pod prysznicem, w ukryciu, w pośpiechu dochodząc do siebie…

Depresja przyplątała się niespodzianie. Początkowo nie znałam jej imienia… Nie chciałam jej, ale nie potrafiłam pozwolić jej odejść. Rozgościła się, zbliżając się do mnie. Gdy już zawładnęła moimi myślami, zaczęła ciągnąć mnie w dół…

Nie było wtedy przy mnie silnego ramienia mężczyzny, który byłby dla mnie oparciem.. Wiele rzeczy było nie tak, jak być powinno… Problemy narastały, tworząc mur nie do przebicia, a ja tkwiłam pod samą ścianą… Była moja mama, przed którą kryłam się najbardziej. Nie chciałam, by widziała jak cierpię. Udawałam silną przed sobą, przed innymi, a w środku ledwo się trzymałam…

Nikt nie widział moich łez, kiedy w nocy odciągałam mleko dla córeczki. Było mi tak strasznie ciężko… Nie potrafiłam się pogodzić z tym, że nie mam jej przy sobie, że leży w inkubatorze tak daleko ode mnie. Przecież powinna być tu – przy mnie, wtulona w moje ramiona. A nie zamknięta w szklanym pudełku…

Noce były najgorsze. Cisza, która raniła jak ostry nóż… Setki myśli w głowie… A może płacze? Czy ktoś ją przebierze? Czy ją boli? I tak upływały kolejne dni, a ja czułam się coraz gorzej… W dzień zakładałam maskę… Potrafiłam wydobyć z siebie uśmiech, pomimo tego, że krwawiłam w środku cała…

Myślałam, że z dniem wypisu córeczki do domu, to wszystko minie, odejdzie w nieznane… Myliłam się… Depresja nie chciała się wyprowadzić… Wycieczki po lekarzach, kolejne diagnozy, strach o zdrowie córeczki tylko potęgowały ten stan.

Czułam się winna… Winna każdego bólu, który musiała znosić córeczka. Winna każdej łzy wylanej przez nią. Winna jej lęku i strachu. Winna tego wszystkiego…

Nie pamiętam kiedy postanowiłam z tym walczyć. Pamiętam jedynie, że pewnego dnia poszłam do lekarza, dostałam lek. Tkwiłam jednak w tym już całkiem długo, gdyż leczenie podjęłam dopiero, gdy przestałam karmić Łucję. Dalej kryłam się z tym wszystkim. Tłumacząc, że lek pomoże mi przytyć… Pomógł faktycznie…

Dziś cieszę się, że pożegnałam się z depresją. Dzięki temu mogłam realistycznie spojrzeć na całą sytuację. Zrozumiałam, że to nie moja wina. Że cokolwiek bym nie uczyniła, na niektóre rzeczy nie mam wpływu…

Poczucie winy odzywało się we mnie jeszcze niejednokrotnie, jednak starałam się je tłumić. Od czasu do czasu dalej daje o sobie znać. Cichym zwątpieniem, chwilą niepewności…

Gdy u dziecko pojawia się choroba, poczucie winny kiełkuje w mej głowie. Bo może, gdyby wtedy wszystko potoczyło się inaczej, dziś byłoby łatwiej? Wtedy staram się uciec od tych myśli jak najdalej…

Psycholog ze mnie żaden, jednak wiem, że nie tylko ja borykam się z poczuciem winy, że codziennie tysiące matek bije się w pierś… Gdy dziecko rodzi się niepełnosprawne, chore lub martwe, w głowie każdej matki pojawia się pytanie – dlaczego? Dlaczego spotkało to moje dziecko, dlaczego spotkało to mnie, za jakie grzech? Pytania narastają, a odpowiedź wychodzi z ukrycia… To moja wina…

Gdy zdrowe dotąd dziecko zaczyna chorować, sytuacja wygląda tak samo. Gdzie popełniłam błąd, co zrobiłam nie tak? Tysiące odpowiedzi, jednak ta jedna przeciska się przez gąszcz innych… To moja wina…

A ja chcę Ci dziś powiedzieć – To Nie Twoja Wina!

 

Nie masz wpływu na to wszystko. Nie zaplanujesz porodu, ani genotypu dziecka. Nie masz wpływu na to, jakie się urodzi. Przecież każda z nas dba o siebie przez te 9 miesięcy, dba o swojego malucha także później…

Los bywa okrutny… Sprawdza ile jesteśmy w stanie udźwignąć, ile damy radę wytrzymać… Nie poddawaj się! Nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina, bo tak nie jest! Nie pozwól, by ten głos, który każe Ci tak myśleć, Tobą zawładnął. Nie bój się wołać o pomoc, nie bój się przyznać, że tej pomocy potrzebujesz…

Ja długo czekałam… Długo tkwiłam w tym wszystkim… W pewnym momencie czułam, że się poddaje, że rezygnuje z walki… Było mi nawet z tym dobrze, łatwiej…

Pewnej nocy zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest ze mną źle… Tej nocy byłam tak zmęczona, sfrustrowana, zrezygnowana, przestraszona i w sumie sama nie wiem, jak nazwać te wszystkie emocje, które mną targały…, że w mej głowie pojawiła się myśl… Myśl, która była obrazem tego, jak poważny jest mój stan… Myśl, która zarazem potrząsnęła mną tak mocno, że się ocknęłam… Obudziłam się z koszmaru, wyrwałam z kajdan i postanowiłam walczyć… Już nie o dzieci, lecz o siebie…

 

Jeśli Twoje dziecko urodziło się przedwcześnie – nie wiń siebie! Jest tysiąc innych powodów…

Jeśli Twoje dziecko jest chore lub niepełnosprawne – nie wiń siebie! Choćbyś nie wiem jak się starała, nie na wszystko masz wpływ…

Czasem życie układa się nie tak jakbyśmy tego chciały, a my matki zawsze czujemy się odpowiedzialne za wszystko, co dotyczy naszych dzieci. I choć na wiele rzeczy mamy wpływ, nie ustrzeżemy dziecka przed okrucieństwem losu…

 

Jeśli tkwisz właśnie w tym miejscu, w którym ja byłam kiedyś i nie masz z kim lub nie potrafisz porozmawiać z bliskimi – napisz do mnie…

 

 

  • Natalia

    Wiedzialam zeby nie czytac bo sie poryczalam juz :/ Ech taka miekka jestem 🙂 Masz racje nikogo to wina i trzeba jakos zyc dalej,cieszyc sie z usmiechu dzieci bo zawsze mogloby ich nie byc!Piekny wpis 🙂

    • Ja też z tych miękkich jestem… I chociaż dzisiaj patrzę na całą tą sytuację inaczej, wtedy był to dla mnie koszmar. Dzisiaj potrafię się cieszyć życiem, dziećmi, rodziną… Wtedy wszystko było nie tak…

      Dziękuję <3

  • życzę Ci Moja Droga siły bo masz ją w sobie, i słoneczka na co dzień Tobie i Twojej rodzinie

  • Poruszasz bardzo delikatne, ale i bardzo ważne kwestie. Zbyt wiele kobiet/osób zamyka się w sobie, po cichu obwiniając się za rzeczy, na które nie mają wpływu. Najgorsza jest kumulacja emocji i przeżyć w zamknięciu. Potrafi wyrządzić dużo krzywdy. Nie zawsze nasze otoczenie dostrzega problem, z jakim się borykamy, więc nie obawiajmy się mówić głośno o tym co nas trapi. Niektóre problemy wymagają pomocy osób z zewnątrz, bo sami nie jesteśmy w stanie stawić im na pewnym etapie czoła. Siły życzę i dużo słońca w życiu.

    • Dziękuję bardzo <3

      Ja długo wszystko ukrywałam, zresztą do tej pory nigdy nie podjęłam próby rozmowy na ten temat. Wygodniej mi było, aby nikt nie wiedział. Na szczęście udało mi się w porę uporać z problemem i dziś po latach wiem, że powinno się o takich problemach rozmawiać, nie wstydzić się, nie bać.

  • Przejmujący, szczery, trochę smutny ale jakże potrzebny tekst! Myślę że należy głośno mówić o tym że matka nie jest winna wszystkiego. I przede wszystkim nie moze byc sama! Powinna mieć grupę wsparcia, partnera, przyjaciółke, rodzinę- kogoś kto pozwoli się pozbierać. Jesteś bardzo dzielna że uporałaś się z depresją. Trzymam mocno kciuki żeby wszystko było już lepiej.

    • Dziękuję <3

      Wiesz, czasem mamy wokół wielu ludzi, ale nie chcemy by wiedzieli o naszym problemie, naszych słabościach... U mnie tak było. Początkowo nie przyjmowałam do wiadomości, że to depresja. Później wiedziałam, ale nie chciałam by ktokolwiek o tym wiedział. To był mój błąd. Na szczęście udało się i dziś mogę dzielić się swoim doświadczeniem.

  • justyna

    Obecnie borykam się z zagrożeniem przedwczesnym porodem, mam dni lepsze i chwilę zwątpienia… Lezymy w szpitalu i słuchamy kobiet które marudza że już 38tc i chcą urodzić bo je kręgosłup boli… A my tymczasem modlimy się każdego dnia, by wytrwać jak najdłużej… Każdy dzień witamy z niepokojem, myślą co dalej… I udajemy ze wszystko jest ok, po cichu lkamy w poduszkę… I słowa znajomych czy bliskich…”kiedy wyjdziesz?”, “będziesz leżała do końca?”, ” ja też to mialam” – jakby wszystko było takie oczywiste i proste… Szkoda że nie jest takie dla mnie.

    • aga

      Przeżyłam to samo. Walczyłam o mojego synka od 20 tc – zagrożenie porodem przedwczesnym. Dotrwaliśmy do 37 tc. Dziś ma 3 miesiące. Jest zdrowy i silny. Ale wystarczy tylko wspomnienie tamtego czasu, a lęk i poczucie winy powracają 🙁 trzymam za Was kciuki!!!!

      • Cieszę się, że wszystko skończyło się dobrze <3

    • Wiesz, wydaje mi się, że wiem co czujesz. Mnie irytowały tekst typu “Jaka malutka, nie przejmuj się urośnie” jakby to był jej jedyny problem. Ludzie nie wiedzą, co czujesz, dopóki sami tego nie doświadczą. Niestety brak empatii bije po oczach…
      Życzę Ci dużo sił, zdrowia, ale przede wszystkim zdrowego Dzieciątka i pomyślnego rozwiązania o czasie.

  • Poruszasz bardzo ważny temat. Wiele osób szuka w sobie winy za to, co dzieje się w ich życiu. Ja sama do nich należę. Zawsze w pierwszej kolejności szukam winy w sobie i potrafię ją w sobie znaleźć nawet jeśli tak naprawdę jej nie ma. Ale wiem, że tak to nie działa, że tak nie można. Są rzeczy, które wydarzają się niezależnie od tego co robimy. I warto o tym mówić, wspierać się nawzajem, bo to bardzo pomaga.

    • Tak, to prawda. Wsparcie, chociażby sama rozmowa, wiele dają.
      Dziękuję <3

  • Świetny tekst. Życzę dużo siły!

  • Klaudia

    No i pierwszy raz nie wiem co napisać, bo nigdy nie była w takiej sytuacji. Ale wiem, że deprecha jest straszną.
    Trzymaj się 🙂

    • Depresja już za mną… Córeczka ma już 3 lata, a ja dopiero teraz dorosłam do tego, by się do tego przyznać.

      Życzę Ci, abyś nigdy nie spotkała się oko w oko z depresją. Zdrówka i pomyślności 😉

  • Ja mam jakąś chandrę a Ty na zakończenie dnia każesz mi ryczeć.
    ps. piękny wpis, łapiący za serducho

    • Oj, przepraszam Kochana, było trzeba nie czytać 😉
      Ta pogoda chyba tak na nas działa 😉
      Słoneczka ;-*

  • Widzę, że nie jestem sama. Też analizowałam co mogłam zrobić nie tak, gdy moja córka miała podejrzenie padaczki. Czy złe emocje w ciąży, czy złe przygotowanie do porodu, że jednak się okręciła tą pępowiną i musiało być cięcie. Co gdybym się nie bała, może byłoby inaczej. Niby absurdalne myśli, ale się pojawiają.

    Ty znalazłaś się w wyjątkowo trudnej sytuacji, jedno dziecko do zajmowania się w domu, drugie w szpitalu, a człowiek się nie rozdwoi. Nawet nie chcę myśleć co czułaś, zastanawiając się czy ktoś się zajmuje córeczką, nakarmi, przewinie. Z mojego doświadczenia wiem, że to zrobią, ale nie zawsze w tym czasie, co akurat dziecku trzeba i matki nikt nie zastąpi.

    Gratuluję, że jednak się podniosłaś i zawalczyłaś, bo szkoda marnować życie na depresję z powodu problemów. Trzeba mieć siłę, by je dźwigać i nie namnażać nowych, bo robi się zamknięte koło. Dzieci potrzebują wsparcia rodziców i ich dobrego samopoczucia.

    • Dziękuje <3

      Podnieść się nie jest łatwo. Szczególnie, gdy problemy mnożą się na potęgę. Udało się, nie było łatwo i dziś swoim doświadczeniem mogę dzielić się z innymi.

  • Świetny tekst! Dużo siły i wszystkiego dobrego życzę :*

  • Dziękuję :-*

  • Poczucie winy to straszna pułapka. W niczym nie pomaga, a potrafi pogorszyć całą sytuację do tego stopnia, że brak nam sił, by walczyć o to, co ważne. U mnie z poczuciem winy nie było tak źle, inne czynniki doprowadziły do depresji. Najgorszy był dla mnie brak poczucia bezpieczeństwa, a co za tym idzie silnie odczuwane lęki.
    Współczuję Ci przeżyć 🙁 Te noce bez Córeczki – nawet nie potrafię sobie wyobrazić 🙁 Najważniejsze, że już wszystko jest dobrze, a przeszłość to tylko zły sen…

    • Dziś spoglądam w przeszłość już spokojniej i mniej emocjonalnie. Był czas, gdy wystarczyło, że sobie to wszystko przypomniałam, to ryczałam pół dnia. Teraz wiem, że to “co nie zabije – wzmocni”…

  • Depresja to straszna choroba!!! Cieszę się, że masz to za sobą!

  • Pingback: Uwięziona w sieci... - Sebucja - blog lifestylowy, blog parentingowy()

  • Pingback: Przewlekła choroba dziecka - co zmienia w życiu matki? - Sebucja - blog lifestylowy, blog parentingowy()