Za kratami…

Doskonale pamiętam dzień, w którym trafiłem pod Twój dach. Byłem małą puchatą kuleczką. Spałem w Twoim łóżku, wszędzie mnie ze sobą zabierałeś. Byliśmy dobrymi kumplami… Czas płynął, a ja nie wyobrażałem sobie innego życia. Nie wiedziałem zresztą, że można żyć inaczej. Codziennie zabierałeś mnie na spacer. Często jeździłem z Tobą autem. Dbałeś o mnie, dając mi wszystko czego potrzebowałem. Byłem zawsze blisko Ciebie, gotowy oddać życie…

Później w domu pojawiło się to różowe zawiniątko. Tak dziwnie pachniało. Wydawało przy tym przeraźliwe dźwięki. Byłem ciekawy co to, ale nie pozwoliłeś mi zobaczyć. Przestałem mieszkać w domu, ale nie narzekałem, garaż był ciepły i miałem wygodne posłanie. Coraz rzadziej zabierałeś mnie ze sobą, mniej się ze mną bawiłeś. Dlatego tak bardzo cieszyłem się, gdy tego dnia zabrałeś mnie na przejażdżkę autem. Wtedy nie wiedziałem dokąd jedziemy…

Pojechaliśmy nad jezioro, kiedyś często tam jeździliśmy. Biegałem, szalałem, byłem szczęśliwy, ale Ty wyglądałeś na strapionego. Myślałem, że masz jakieś ludzkie problemy, może jesteś zmęczony… Przytuliłeś mnie mocno i wyszeptałeś, że już czas…

Pamiętam jak dziś chwilę, w której przekroczyliśmy bramę. Nie znałem tego miejsca, nigdy tu nie byłem. Było strasznie… Piski psów, złowieszcze powarkiwania… Dokąd mnie zabrałeś? Ktoś inny chwycił za smycz, przytrzymał mnie, a Ty… Odszedłeś, nawet nie oglądając się za siebie…

Od tego dnia me życie straciło sens. Dzień w dzień wypatruję Cię w bramie. Nie wierzę, że nie wrócisz. Wrócisz, prawda? Zastanawiam się, co ja takiego zrobiłem, że spotkała mnie taka kara? Czy gniewasz się o te pogryzione buty, a może o dziurę w trawniku? Już więcej nie będę tak robił, przysięgam…

1655

1664

Betonowy kojec jest teraz mym domem. Nie jest tu źle, ale noce coraz bardziej chłodne, a ja mam już swoje lata. Codziennie dostaję miskę wody i jedzenie. Nie ma tego dużo, ale do życia wystarczy. Ludzie przychodzą i odchodzą. Czasem ktoś podejdzie do krat, popatrzy, pomilczy i odchodzi. Są i inni ludzie, młodzi, uśmiechnięci… Zabierają nas na spacery, krótkie, ale to zawsze lepsze niż siedzenie w tej klatce.

Ciągle wierzę, że któregoś dnia po mnie wrócisz… Rudy już przestał wierzyć… Rudy to mój kumpel z kojca. Mały kundel, wychowany na wsi. Jego pan też zabrał go na przejażdżkę, Rudego i jego rodzeństwo. Wyrzucił ich z auta i odjechał… Biegli długo za nim, tak długo, aż brakło im sił.

Rudy był wtedy młody. Za młody, by móc sobie samemu poradzić… Błąkał się z rodzeństwem po okolicy. Brat Rudego zginął pod kołami ciężarówki, siostra miała więcej szczęścia. Znalazła nowy dom. Rudego nikt nie chciał, aż trafił tu.

Rudy nie narzeka… Posłusznie poddaje się wszelkim zabiegom. Jest grzeczny i pokorny. Schronisko to jego  dom, nie pamięta już innego.

1676

1663

Jest też Morus. Za duży, za głośny, za silny, ale przede wszystkim za stary… Mijany przez potencjalnych właścicieli szerokim łukiem. Nikt go nie chce… Morus urodził się tutaj i tutaj spędził swoje całe życie. Niewiele zostało mu już dni. Coraz trudniej jest wyjść mu z budy. Coraz dłużej zajmuje mu podejście do krat, choć to tak blisko… Na widok faceta z czarną torbą odwraca głowę, w obawie, że idzie w jego stronę. Wie, że nie będą go tu trzymać, blokuje miejsce, których jest tak mało… Wie, że któregoś dnia przyjdzie ten z czarną torbą, pogłaszcze go i da mu bilet w jedną stronę…

Nie boi się, tylko jest mu przykro… Nie dlatego, że odejdzie. Tam będzie mu przecież lepiej, bez bólu, samotności, głodu i zimna. Jest mu przykro, bo nie zaznał niczego innego, prócz tego więzienia…

Obok Morusa mieszka Kora. Trafiła tu jakiś czas temu. Pobita, przestraszona i w ciężkim stanie. Nie pozwala do siebie podejść. Szczerzy zęby na każdego, warczy nawet we śnie… Jej pan bardzo ją krzywdził, a gdy już się znudził, porzucił ją w lesie przywiązaną do pnia. Walczyła długo… Blizny ma do dziś. Znalazł ją leśniczy, przywiózł tu…

Kora nie ma szans na adopcje. Jest dzika. Nie ma w sobie agresji, ona się boi. Boi, że ktoś znów zechce ją skrzywdzić. Nie ufa ludziom…

1662

1668

Dalej mieszka Astor. Trafił tu pół roku temu, bo warczał na pana. Urósł zbyt duży i miał zbyt dużo sił. Ludzie się go boją. Astor pogubił się w tym wszystkim… Najpierw ludzie oczekiwali od niego, że będzie waleczny… Nagradzali za wyszarpywanie zabawek. Cieszyli się, że stawia się na większe psy, a potem stało się to problemem… Astor zawarczał na pana, gdy ten mu chciał zabrać miskę. Wtedy nie obowiązywała zasada “nie daj się”? Do Astora przychodzi pewna pani, uczy go jak ma się zachować. Chwali go za drobne postępy, nagradza za każdy drobny krok do przodu. On już wie jak ma się zachować, ale czy ludzie będą to wiedzieć?

Astor ma szanse na nowy dom. Jest ładnym, zdrowym, silnym psem. Jest młody, takich stąd najczęściej zabierają. Potrzebuje jednak doświadczonego człowieka, który będzie wiedział jak z nim postępować. Człowieka, który zapewni mu spokój, który nie pozwoli mu dominować. Człowieka, który otoczy go miłością i nie będzie wzbudzał w nim agresji. Wciąż czeka na takiego…

1667

1657

Puszek to świąteczna pomyłka. Mała, włochata kuleczka trafiła do nowego domu w święta. Na początku było wszystko dobrze, ale Puszek rósł, rozrabiał, niszczył niektóre rzeczy w domu… Zaczął przeszkadzać… Trafił na łańcuch… Nie pachniał już ładnie, nie chciał się bawić… Okazał się świąteczną pomyłką, nietrafionym pomysłem… Podobno ktoś dostał nawet na niego alergie…

Trafił tu. Puszek to smutny pies. Początkowo nie jadł, nie pił, nie chciał żyć. Jest obojętny, obojętny na wszystko… Czasem widzę go, jak patrzy przed siebie w jeden punkt. Pewnie czeka, czeka jak ja…

1658

1656

Podobnie jak Puszek, Saba też długo nie miała chęci do życia. Trafiła tu jednak z innego powodu niż my wszyscy. Miała dobrego, kochającego pana… Niestety pan któregoś dnia ją opuścił… Długo błąkała się po cmentarzu, nie chciała stamtąd iść. Gdy ją tu przywieźli – poddała się. Nie jadła, nie piła, prawie nie żyła. Dla niej życie się skończyło…

Zaznała jednak w życiu wiele dobrego. Kilka razy uciekała ze schroniska. Za każdym razem znajdowali ją w tym samym miejscu, na cmentarzu. To dzięki niej wierzymy w ludzi, w to, że są dobrzy. To ona opowiada nam o przyjaźni, wierności i miłości. Ona tego zaznała, my staramy się jej wierzyć…

1671

1672

Wierzę w Ciebie… W to, że kiedyś tu przyjdziesz, że zabierzesz któregoś z nas. Bardzo będę się starał Cię nie zawieść, jednak musisz mi pomóc. Nie zostawiaj mnie samego w domu. Z tęsknoty na pewno coś spsocę. Nie oczekuj ode mnie zbyt wiele, nie jestem człowiekiem. Nie rób ze mnie prezentu dla kogoś bliskiego, mogę się nie spodobać. Pamiętaj, że ja też czuję. Że boli mnie tak samo jak Ciebie, że czuję głód i pragnienie. Pamiętaj, że ja też kocham…

Nie porzucaj mnie, bo zawadzam, bo stałem się niewygodnym balastem. Nie oddawaj w “dobre ręce”. Dziecka byś przecież nie oddał, a ja przecież też jestem członkiem rodziny. Nie oczekuje wiele. Miska wody, coś do zjedzenia, ciepły kąt i Twoja miłość…

Tu ze mną jest wielu innych. Pokrzywdzonych, sfrustrowanych, przerażonych… Każdy z nich marzy tylko o jednym… O tym by mieć dom…

1677

1670

1675

1673

1674

1665

1669

1666

1661

1660

 

Idzie zima, okres bardzo ciężki dla zwierząt przebywających w schronisku. W mojej okolicy działa  schronisko, które jak każde inne potrzebuje wsparcia. Wszystkich ludzi o dobrych serduchach zachęcam do okazania odrobiny współczucia.

Podaję nr konta Schroniska dla bezdomnych zwierząt w Ostrowie Kościelne k. Strzałkowa:

Nr konta w Banku Spółdzielczym w Słupcy
49 8542 0001 0024 3582 0003 7633

Adres:

Schronisko dla bezdomnych zwierząt
Ostrowo Kościelne 35
62-420 Strzałkowo